W pewnej galerii, gdzie światło lamp padało jak teatralny reflektor na ceramiczną scenę, stał koń. Nie miał nic wspólnego z Don Kichotem — nie był romantykiem, nie walczył z wiatrakami, a jego jedyną misją było… opowiadać. Koń o maści granatniczej, pokryty bladymi ciapkami niczym akwarelowe smugi, stał jak strażnik osobliwych opowieści. Na jego grzbiecie zasiadała trójka chłopców — okrakiem, z powagą i przekąsem. Niby każdy podobny, jak trzy wersje tej samej bajki, a jednak każdy inny: jeden zamyślony jak filozof o świcie, drugi rozchichrany jak budzik bez funkcji drzemki, a trzeci patrzył tak przenikliwie, jakby właśnie szukał rymu do kapelusza. Koń nie rżał, nie wierzgał, lecz snuł opowieści. Z głosem jakby wyciągniętym z tomiku dobrej prozy w miękkiej oprawie, snuł strofy o tęczy, grzybach i nieuchwytnym sensie życia śledzia w śmietanie i jego interpretacji w sztuce nowoczesnej. Podróże tej czwórki (bo koń liczył się w tej ferajnie) nie należały do zwyczajnych. W Świecie Równoległym, gdzie flamingi uczą się stepowania, a korki tworzą się nie na drogach, lecz na Ścieżce Poetyckiej — normalność była towarem nieobecnym. W jednym ze swoich niecodziennych spotkań musieli negocjować na przykład z melancholijną , rozkrzyczaną mewą, by przestała śpiewać bluesa o utraconym pierścieniu od kalmara. Nie podróżowali bez celu. Pragnęli zdobyć Legendarny Puchar z Dowcipami — mityczne naczynie, skrywane w zakamarkach ludzkiej wyobraźni. Mówiono, że kto je odnajdzie, zyska moc rozśmieszania absolutnie każdego: od gburowatego urzędnika po zatroskaną starą ciotkę na niedzielnym obiedzie u rodzinki. Jednak jak to zwykle w bajkach bywa, kiedy dotarli na miejsce, zamiast Pucharu znaleźli lustro. Zaczarowane, milczące, ale przenikliwe. Spojrzeli w nie… i zaczęli się śmiać. Tak naprawdę, z serca — bo po prostu zrozumieli, że najzabawniejszym skarbem byli przecież oni sami. To lustro pokazało im prawdziwą istotę dowcipu, która jest w nas samych śmiejmy się więc zawsze kiedy widzimy się w lustrze, z siebie, ale nigdy z innych. Ceramiczna rzeźba konia - stojąca z kolekcji "Parallel World".wykonana jest w jednym egzemplarzu, co czyni ją absolutnie niepowtarzalną. Nie numerowana.Wykonane w 2025 roku techniką rzeźby intuicyjnej.Średniej wielkości. Szerokość: 15 centymetry Wysokość: 28 centymetry Głębokość: 24 centymetry Autorka – Dorota Urbaniak-Pełka – podpis PELKA.Materiał ceramiczny (szamot) wypalany w temperaturze 1250 stopni Celsjusza.Do ekspozycji wewnątrz i na zewnątrz domu. Pełna odporność na warunki atmosferyczne.
Moja miłość, kawa i czereśnie, cała moja miłość W tej rzeźbie zapisane są poranki, które pachną spokojem. Czereśnie – słodkie jak wspomnienia, kawa – gorąca jak uczucia, które budzą mnie do życia. Zanurzam się w tej chwili. Wystarczy filiżanka kawy we dwoje i odrobina letniego nieba.To nie tylko ceramika. To opowieść. Rzeźba wykonana z gliny szamotowej, w technice rzeźby intuicyjnej, wypalona i szkliwiona. Z kolekcji „Świata Równoległego” – wykonana przez Dorota Urbaniak-Pełkę w 2025 roku. Szerokość: 15 centymetry Wysokość: 28 centymetry Głębokość: 24 centymetry Ta rzeźba do unikat – niepowtarzalna, nienumerowana, objęta prawem autorskim. Wszystko, co poza nią na zdjęciu, to tylko tło – czereśnie są w zestawie.
Rzeźba wykonana z szamotu szkliwionego. Szkliwa matowe łączone z błyszczącymi. Wypał w temperaturze 1250 C Miejscami szkliwienia miedzią oraz złotem . Rzeźba stojąca - stabilma (vide foto). Rzeźba nietuzinkowa - autorska Wykonana w pojedynczym egzemplarzu. O wymiarach: Wysokość - 41,0 cm Szerokość - 32,0 cm Głębokość - 16,0 cm #Dorotaurbaniakpelka #Cela37 #ceramikapelka #pierrot #stańczyk #www.cela37.com